Dnia 30 maja br. w Filii
nr 2 Miejskiej Biblioteki Publicznej w Pabianicach odbyło się 32
spotkanie Dyskusyjnego Klubu Książki dla dorosłych, na którym
gościłyśmy czternaście osób - tym razem były to same panie.
Rozmawiałyśmy sobie w tym „babskim” gronie o książce
„Opowieści starego Kairu”, zdobywczyni literackiej Nagrody Nobla
za rok 1988, autorstwa egipskiego prozaika, zmarłego w 2006 r.,
Nadżiba Mahfuza.
Może nawet, w jakiś
przewrotny sposób, dobrze się stało, że byłyśmy same, tzn. bez
klubowych facetów (ściśle biorąc od dłuższego czasu, jednego
faceta), bo dzięki temu nasza klubowa dyskusja była bardzo szczera
i osobista, a w obecności choćby najbardziej zakumplowanego
przedstawiciela „męskiego rodu”, raczej by taka nie była.
Klubowa lektura, bowiem wywołała u naszych klubowiczek nieco
mieszane uczucia i już tłumaczę dlaczego. Otóż książki o
podobnej do „Opowieści starego Kairu” tematyce, na DKK kilka
razy już „przerabialiśmy”, ale nie znaczy to, że można je
„wrzucić do jednego worka” - każda była inna i każdą nasze
klubowe panie inaczej wspominały, porównując je, na tym majowym
klubie, z książką Mahfuza. Było kilka głosów krytycznych, ale
większości klubowiczek „Opowieści starego Kairu” się
podobały, choć niewielki dyskomfort podczas lektury odczuwały
właściwie wszystkie panie, a to ze względu na specyficzny,
kwiecisty, szalenie ozdobnikowy styl pisania, tak charakterystyczny
dla książek autorów wywodzących się z kultury Wschodu. Ale poza
tym zastrzeżeń raczej nie było, chociaż, oczywiście, gorącą
dyskusję na klubie wywołał sam temat oraz postaci bohaterów
książki Mahfuza, zwłaszcza, zgodnie z tamtejszą tradycją,
godzących się na swoją bardzo, bardzo podrzędną rolę, kobiet, a
szczególnie Aminy, żony As – Sajjid Ahmada Abd al – Dżawwada,
głównego bohatera powieści. Klubowe panie bardzo żarliwie i z
prawdziwą pasją dyskutowały o krzywdach, jakich doznają kobiety,
przy czym, w pewnej chwili, rozmowa „podążyła” nam w
nieoczekiwanym kierunku, nagle bowiem okazało się, że rozmawiamy o
sytuacji... polskich kobiet, wprawdzie, na szczęście, tylko w
niektórych środowiskach, ale argumenty i przykłady przedstawione
przez nasze klubowiczki były bardzo trafnie dobrane a, co za tym
idzie, sytuacja kobiet w naszym kraju okazała się szalenie
niepokojąca i zdecydowanie nie do pozazdroszczenia. Panie
podsumowały ten nieciekawy stan rzeczy: „Tradycja od pokoleń i
żadnego poparcia w rodzinnym domu”.
Na szczęście ogólna
konkluzja naszego spotkania była nieco bardziej optymistyczna -
„Całe szczęście, że się człowiek (w domyśle kobieta, ale
kobieta, to „podobno” też człowiek) tam (tj. w krajach, owszem
egzotycznych, ale kobietom, łagodnie i dyplomatycznie rzecz ujmując,
nie sprzyjających) nie urodził”.
W sumie, mimo powagi
tematu książki Mahfuza, majowy DKK dla „dużych ludzi” był
całkiem fajny i nawet wesoły, dzięki czemu pozwalam sobie mieć
nadzieję, że może i następny, który umówiłyśmy sobie na 27
czerwca, jak zwykle o g. 17.00 też będzie tak udany. Celem, zaś
wprowadzenia na nim wakacyjnego klimatu, porozmawiamy wtedy o książce
Marci Willett - „Letni domek”.



